Obserwatorzy

środa, 28 lipca 2021

Bartnik Sądecki- co człowiek powinien wiedzieć o pszczołach?

 


Choć zazwyczaj pszczoły budzą naszą obawę, warto poznać te pracowite i pożyteczne owady bliżej. Jeśli je poznamy, mamy znacznie mniejsze szanse zaznać z nimi kontaktu od strony... żądła. W odległości- w której moja choroba lokomocyjna jest do okiełznania- znajduje się gospodarstwo pszczelarskie Bartnik Sądecki.  (oczywiście można sobie poczytać o historii firmy) Należy stwierdzić- że swoja pracę wykonują z pasja- i chętnie dzielą się swoją wiedzą i doświadczeniem. Co roku w pierwszy weekend lipca organizują spotkanie dla pszczelarzy i miłośników pszczół. My laicy możemy sobie:


obejrzeć pszczoły za szybą,


pooglądać portrety zasłużonych dla pszczelarstwa,



znaleźć odpowiedzi na nurtujące nas pytania. Jest tez Muzeum pszczelarstwa, i taki- lubiany przez nas domek, w którym pachnie jak w ulu i słychać z głośnika bzyczenie pszczół- "on lajf"- czyli z mikrofonu umieszczonego w ulu. Za pierwszym razem odczucia są co najmniej dziwne... ale wszystkie kolejne wejścia już są "spoko".

Można tam na przykład dowiedzieć się- dlaczego pszczoły zakładają węzę w tak niezwykłym kształcie: 

okazuje się, że sześciokąt to najbardziej ekonomiczny kształt- i na każdym rodzaju powierzchni można ich zmieścić najwięcej.

inne kształty- nie są aż tak ekonomiczne- o czym można się przekonać samodzielnie- wystarczy ułożyć figury w wyznaczonym polu.


Na terenie gospodarstwa znajduje się uroczy lokal gastronomiczny- jedzenie jest przepyszne.

Gospodarstwo można zwiedzić a nawet spędzić tam noc

Pogoda była całkiem życzliwa dla nas, turystów- żar nie lał się z nieba. Było ładnie i ciepło. Niestety z powodu pandemii impreza była bardzo okrojona. Jakkolwiek dla nas bardzo udana. Jedyne, czego mi szkoda, to brak czekolady z miodem i miodowych "krówek"- no ale może za rok będą... bo my z pewnością będziemy!

licznik 210418




niedziela, 18 lipca 2021

DYCHA

 znacie ten kawał:

 leży w trawie i nie dycha, co to jest?

2 dychy!




Blog ma aktualnie dychę... - 10 bardzo ciekawych lat mojego życia- pełnego dłuższych lub krótszych znajomości z Wami mądrzy, ciekawi, wartościowi ludzie; o wielkich sercach i niezwykle barwnych osobowościach. 

Czego przez te lata doświadczyłam?

- pomocy od Was w różnych, nie tylko w lalkowych; sprawach,

- wsparcia, gdy było mi ciężko ,

-wielu cennych ciekawych, wartościowych rad- gdy ich potrzebowałam.

życie płynie nieubłaganie- a ja nadal pamiętam te emocje, które mi towarzyszyły, gdy zakładałam bloga. Nadal to jest miejsce, gdzie życie toczy się powoli, omija ruch i zgiełk współczesnego świata. 

Dziękuję Wam za te piękne i ciekawe dla mnie 10 lat!

licznik 199707


    




poniedziałek, 12 lipca 2021

Rzeszów moich wspomnień

 Gdybym miała wybrać miasto, które lubię, z pewnością będzie to Rzeszów. A to za przyczyną wspaniałych ludzi, których miałam okazję poznać. Dawno temu, za namową koleżanki z sąsiedniej miejscowości, zdecydowałam się na studia w Rzeszowie. Zdałam egzamin i zostałam przyjęta na WSP Rzeszów, która w czasie moich studiów przekształciła się w Uniwersytet Rzeszowski. 

Studia były ciekawą lekcją życia. Jednak najwspanialsze było to, że poznałam tam moją przyjaciółkę Monikę. Mimo upływu lat i niekiedy sporadycznych kontaktów, przyjaźń przetrwała. Ba! Została przekazana w genach i zaprzyjaźniły się również nasze dzieci. 

W każdym z nas jest coś z dziecka. Lubimy też wspomnienia, wiec z przyjemnością zabrałyśmy nasze dzieci do Muzeum Dobranocek


Zbiory mieszczą się obecnie w podziemiach Teatru Maska.
W Muzeum Dobranocek panuje przemiła atmosfera. Zwiedzający może oglądać i fotografować wszelkie obiekty. To przede wszystkim sentymentalna podróż dla dorosłych, do czasów, gdy byli dziećmi.  Można obejrzeć pokoik Misia Uszatka, 


zaglądać do budy Reksia:
Eksponatów jest całe mnóstwo! Są to nie tylko figurki z dobranocek, ale też wszelkie gadżety: czapki, plecaki, gumy do żucia, płyn do prania. Nikt się tam nie nudzi. Można samemu doświadczyć, jak wygląda animacja poklatkowa. Muzeum jest przyjazne dla ludzi niewidomych i słabowidzących. Na specjalnych planszach wszystko zostało opisane braillem, a każda z postaci ma obrys konturów i detali. 
Czas mija tam nieubłaganie szybko! Niestety obecnie muzeum nie posiada własnych pamiątek, ale można zakupić widokówkę z Rzeszowem i poprosić o przybicie pieczątki. 


Obok mieści się Archiwum Państwowe. Związana jest z ty anegdota: otóż, kiedyś w ramach rewanżu za pomoc koleżeńską,  sprawdzałam pracę magisterską mojej koleżance z historii- no wiecie, żeby ładnie było, stylistycznie i takie tam... jedno zdanie, związane z dokumentami, które badała w tymże archiwum, było wybitnie kłopotliwe do poprawy, więc postanowiłam je wykreślić (tym bardziej, że ogólny sens zdania był taki, że szukanego obiektu nie było). Sprawdzoną pracę oddałam i zapomniałam o sprawie... ale... hm... wyczajcie klimacik, że śpicie sobie w akademiku, a tu o 2 w nocy ktoś wściekle puka- otwieram... a to ta koleżanka mówi: Musi to zdanie być! ja 3 dni szperałam w archiwum, żeby móc napisać, że tego tam nie ma... hy hy... 

kilka fot z Rzeszowa:


 





Jedną z atrakcji Rzeszowa są Lody u Myszki. Warto tam zagadnąć na prawdziwe, bajeczne w smaku, tradycyjne  lody z maszyny.  Kupcie koniecznie z polewą!!Bo cała magia smaku ukryta jest właśnie w polewie!  i zostaje w pamięci na lata! Udało nam się też tam zawitać i delektować się ich smakiem.

   

licznik 196819


czwartek, 1 lipca 2021

Muzeum Jana Wnęka- pioniera lotnictwa

 Gdyby ktoś zapytał Polaka o pioniera lotnictwa- to pewnie niewielu wie, że był nim Jan Wnęk, skromny, ale niezwykle utalentowany cieśla, pracujący w sanktuarium w Odporyszowie, który w latach 60 XIX w. dokonał pierwszych prób latania na samodzielnie zaprojektowanych i wykonanych skrzydłach. 


Mówiąc współczesnym językiem Jan Wnęk wygrał kasting- i został zatrudniony w Odporyszowie do wykonania rzeźb  Drogi Krzyżowej. Utalentowany cieśla, z pomocą kilku osób, wykonał od 300 do 500 rzeźb z drewna lipowego. wiecie jak to bywa w małych miejscowościach. Rzadko kto ma tam świadomość tożsamości regionalnej- i to, co jest ich, wydaje się takie normalne, nie dostrzega się realnej wartości, tego co się posiada. Wiele rzeźb zostało zniszczonych, zaginęło, było uszkodzonych. Sporo rozproszyło się po Polsce. Te, które pozostały, znajdują się w zasadzie w magazynie- który nosi nazwę Muzeum Jana Wnęka

Czy można zwiedzieć muzeum? hm... i tak, i nie... 

w zasadzie nie- ponieważ magazyn jest zamknięty. Jednak dla grup zorganizowanych, zwłaszcza ze szkół, różnych stowarzyszeń i tym podobnych- można ustalić z tamtejszym proboszczem zwiedzanie.  (Nawiasem mówiąc... proboszcz Parafii Odporyszów- staje się automatycznie kustoszem Muzeum Jana Wnęka.) Aktualnie jest to prawie mój rówieśnik- człowiek o fenomenalnej wiedzy i szerokim wachlarzu zainteresowań-więc jeśli uda się zorganizować grupę- a proboszcz wyszuka w napiętym grafiku czas- to polecam- to znacznie ponad godzina niezwykle interesujących opowieści o rzeźbiarzu, poszczególnych figurach- zwłaszcza postaciach aniołów i misternie wykonanych skrzydeł oraz o burzliwej historii sanktuarium.  (Skąd o tym wiem? no bo przecież miałam okazję sama się przekonać kilka lat temu)

Wróćmy do Jana Wnęka...

był to człowiek wielu talentów- między innymi interesowały go postacie aniołów i zagadnienie możliwości latania przez człowieka. 

W dzisiejszych czasach wyszukanie informacji w internecie nie stanowi problemu klik


Parę słów o pomniku:

Znajduje się on obok skrzyżowania,  właściwie w centrum Odporyszowa, na placu należącym do tamtejszej szkoły podstawowej. Za pomnikiem widać budynek szkoły, noszącej imię Jana Wnęka.  Na tyle, na ile było to możliwe odtworzono zarówno twarz jak i strój pioniera lotnictwa. Dzieje Jana Wneka zakończyły się tragicznie... zginął w czasie jednej z prób lotu.

Relacje naocznych świadków dokonań Jana Wnęka zebrał pochodzący z sąsiedniego Żabna prof. Tadeusz Seweryn, historyk i badacz sztuki ludowej, dyrektor krakowskiego Muzeum Etnograficznego

Lubię historię mojego regionu. Wszelkimi takimi ciekawostkami "uszczęśliwiam" moich uczniów- żeby wiedzieli- że wycieczka nie musi być daleka i zakończona w MC Donaldzie- a każdy człowiek powinien znać swoje korzenie. Smutne jest to, że posiadamy ogromny skarb tak blisko, a rzadko kto o nim wie. (A adres najbliższej "Biedronki" znają wszyscy...) 
Pomyślałam, że warto zrobić ten wpis przy okazji "lalkowych wakacji"- bo dzięki wędrówkom lalki- Wy też poznacie burzliwą i smutną historię pioniera światowego lotnictwa, o którym prawie nikt nie pamięta

licznik 194574

niedziela, 27 czerwca 2021

udział w projekcie "lalkowe wakacje"

 Postanowiłam ruszyć mój intelekt i wzięłam udział w ciekawym projekcie o roboczej nazwie "lalkowe wakacje". Celem projektu jest pokazanie tego, co u nas jest ładne, ciekawe, godne uwagi. Każdy z uczestników gości lalkę przez tydzień. W tym czasie może wykonać dowolną liczbę zdjęć. 

Lalka przyjechała do mnie od Eleny. Wraz z Eleną była w Ciężkowicach. 

W moim regionie jest dużo ciekawych miejsc, pomyślałam, że najprościej będzie pokazać pewne elementy folkloru z mojego regionu:


W dawnych czasach, nie było kuchenek gazowych, tylko kuchnie opalane drewnem i węglem. Na nich się gotowało i piekło. Tłuszcz pryskał, mleko kipiało i siłą rzeczy na ścianach i na piecu powstawały nieestetyczne plamy. Początkowo kobiety zamalowywały je, tworząc nieregularne plamy. Później postanowiły plamy przekształcić w kwiaty. Kwiaty były jednokolorowe i malowane wapnem.


Kwiaty malowane na biało na ulu nawiązują do najdawniejszego stylu malowania w Zalipiu. Ul mieści się na terenie przyległym do Domu Malarek i fotografia pochodzi z ich strony.

Na dawnej wsi barwnikami mogły być sadze rozmoczone w mleku, mielona cegła lub wapno. To były początkowe barwniki. Dawne malarki też nie miały tak fajnie, że szły do sklepu i kupowały pędzle, o nie! Pędzelki robiono z włosia z ogonów zwierząt, dlatego początkowo kwiatki miały grube kontury. Wraz z upływem czasu i dostępem do farb oraz wsparciem ze stromy etnografów początkowe "paćki" przekształciły się w niezwykłe, stylizowane kwiaty- stanowiące odmianę sztuki kaligraficznej. 


Co zachowało się z tradycji malowania? Wiem, że trudno uwierzyć- ale najpierw maluje się kształt kwiatu (to nawiązanie do początków malatury z Zalipia- czyli barwnych plam. )


Tak to wygląda na początku- fotografia z galerii Domu Malarek

Tu już widać niezwykły kunszt- bo cześć kwiatów już posiada swoje kontury. Fotografia z galerii Domu Malarek.
 Finalnie- prezentuje się tak:

Każda z gospodyń ma swój niepowtarzalny styl i etnografowie bez problemu go rozpoznają. Nawet laik odróżni style malowania- o tu dla przykładu: 



 a tu kolejne przykłady:
malatury wykonały panie, których dzieci uczęszczają do tutejszej szkoły podstawowej
dobra, dobra- moje dziecko też tam będzie uczęszczało- wiec mój sztachet też tu jest... a nawet 3
 =) hy hy- ciekawe, kto zgadnie, które...

Panie zrzeszone w Domu Malarek malują kwiaty o niewyobrażalnej ilości detali,  w zasadzie niemożliwe do wykonania  dla przeciętnego, nieposiadającego doświadczenia w tym względzie człowieka.
(uwierzcie mi, że tak jest- bo wiem z własnych doświadczeń)

 Motywy kwiatów zalipiańskich znalazły się w różnych miejscach, miedzy innymi na kosmetykach:

    W ramach podsumowania, powiem, że Zalipie to nie tylko Dom Malarek. 
W domu po babci, pani Janinie Lizak- swoją pracownię o nazwie  Trendy z przeszłości prowadzi pani Marzenka Lizak (tu link do profilu https://www.facebook.com/Trendy-z-Przeszlosci-Marzena-Lizak-290901618052656). To niezwykle kreatywna osoba i przy okazji miłośniczka kotów. Z okna jej pracowni zawsze wygląda na ulicę i zaprasza w odwiedziny jakiś kot, ozdobiony malaturą z motywem kwiatowym. Z racji tego, że obok pracowni Pani Marzenki przejeżdżam codziennie- łatwo mi wypatrzyć wszelkie nowości.  Moja córka odziedziczyła pewne moje zainteresowania: ogromnie lubi kwiatki z Zalipia i koty. Obie pasje połączyła w 1 i takim sposobem została największą fanką prac pani Marzenki i posiada liczny zbiór kotów malowanych przez artystkę: 

Na podwórku pracowni znajduje się taki uroczy kącik rekreacyjny, malowany przez Panią Marzenkę

a tu Justynka udostępniła swoje zbiory  lalce Eleny. 
lalka wierzchem jedzie... Nie może to być... na kooocie! 



Nie jestem Zalipianką rodowitą- jednak ich sztuka fascynuje mnie od wielu lat. I pewnie wiele osób czytających ten wpis otrzymało jakiś upominek z Zalipia, bo tak piękne rzeczy chętnie przesyłam komuś w ramach podarunku. To wspaniałe miejsce, niezwykli, utalentowani i otwarci na świat ludzie. 

licznik 193938

niedziela, 13 czerwca 2021

Dzień Lalki

 Jest w kalendarzu wiele niezwykłych dni- wśród nich jest DZIEŃ LALKI.

Przyznam, że lalki lubię i mam ich dużo- choć eksponuję kilka. Lubię popatrzeć na ich delikatne subtelne piękno.












Cieszę się, że tak wielu z nich udało mi się przywrócić dawną świetność.

Czego można życzyć lalkom w dniu ich święta? - chyba tego, żeby trafiły w dobre ręce i były lubiane, szanowane i doceniane, tak, jak na to zasługują.

a czego życzyć osobom lubiącym lalki? Niech trwa w Nas optymizm- że każdą lalkę da się uratować, niech nasza wyobraźnia dostrzega potencjał tam, gdzie, ktoś inny widzi uszkodzony makijaż, brak reki, nogi, czy ogólnie brak ciała (wszak to nam nie przeszkadza w zabawie =) . Rozsądku!!- tak!!!- nie każdy z nas się urodził Wangogiem repaintu i lalkę, w której widzimy potencjał- watro dać w ręce kogoś- kto to potrafi, bo ma wrodzony talent. A Wszystkim nam życzę spełnienia lalkowych marzeń- grona ludzi, którzy będą podzielać nasza pasję i lalek, lalek, lalek i jeszcze raz piniendzy! =)

licznik 192 771



wtorek, 8 czerwca 2021

Rybeć w Brniu

 Człowiek zgredzieje i na starość robi się sentymentalny. Pomyśleliśmy z mężem, że możemy odwiedzić miejsce, do którego oboje chodziliśmy do szkoły. Szkoła została wybudowana po wojnie i mieści się obok zespołu dworko- parkowego, dawnej siedziby rodu Konopków. Wszelkie ciekawostki można poczytać tu http://www.zspbren.pl/index.php/historia-szkoly. 



Kiedyś mieściły się tu warsztaty, a uczniowie uczyli się mechanizacji rolnictwa. To właśnie tu można było poznać najintymniejsze sekrety anatomii "trzydziestki", czyli ciągnika znajdującego się na wyposażeniu szkoły. Aktualnie znajduje się tu Stanica Turystyczna. 


Wewnątrz mnóstwo map i przewodników turystycznych dla rowerzystów oraz cos dla dzieci- malowanki, kredki, materiały odblaskowe. Jest tez masa przepięknych widokówek z regionu.

Za stanica jest park. Kiedyś chodziło się tam na lekcje w-f, a w zimie jeździło na łyżwach


W czasach, gdy byłam już absolwentką tej szkoły, park przeszedł gruntowne zmiany. Sporo drzew zostało usuniętych. W parku powstał labirynt, który znajdował się tam pierwotnie.

Pałacyk też miał burzliwą historię. Za czasów mojej edukacji pełnił funkcje internatu. Obecnie mieści się tam Centrum Polonii http://centrumpolonii.pl/

Ze szkolnych czasów najmilej wspominam nauczyciela języka polskiego- człowieka otwartego, błyskotliwego i posiadającego gruntowna wiedzę. Miło tez myślę o pani od matematyki- która do tej pory nie może pojąć dlaczego na maturze zdawałam historie, skoro byłam dobra z matematyki. Miło tez wspominam pana, który prowadzi kurs prawa jazdy. Czas miła- wszystko się zmienia. Cieszę się, że to nie popada w ruinę.

licznik: 192396