Wiele wieków temu kot nubijski odkrył, że współpraca z człowiekiem może mu się opłacać... a potem już było tylko raz łatwiej, a raz trudniej.... Nie ulega jednak wątpliwości, że kot prowadzi permanentny kotitoring swojego środowiska... kottrola jest oczywiście konieczna ze względu na bezpieczeństwo kota. Każdy szelest i wszelakie zmiany są zauważone i analizowane....
i nie, - jak ty człowieku myślisz, że nie jesteś kotitorowany... to wcale nie oznacza, że tak jest....- kot jest czujny cały czas...
Człowiek stanowi dla kota zawsze zagadkę, bo każdy jest inny i dodatkowo zdaniem kota "dziwnie się zachowuje i jest niesystematyczny". Jednak, po długich obserwacjach, przynajmniej u niektórych ludzi, kot zauważa pewną powtarzalność, a to daje mu poczucie, że może podejść bliżej i przekonać się, co ma mu człowiek do zaoferowania.

W kotach cenię to, że mimo upływu lat, potrafią zachować młodzieńczą radość życia, nawet dorosłe lubią pobiegać za wędką, piłeczką, kulką... piękne to u nich jest... A tak najbardziej kocham w nich to, że gdy wracam z pracy, "materializują się" obok drzwi do domu i mruczą na mój widok, ocierają się o nogi, czekają na głaskanie i wzięcie na ręce. Potrafią też wskoczyć na ramię i są przy tym ufne, spuszczają gardę- bo już dawno "mnie rozgryzły".

W kotach cenię też to, że maja taką nienarzucająca się obecność... potrafią cieszyć się chwilą, a nie zabiegają nieustannie o uwagę człowieka, mają swoje kocie sprawy, co dla mnie jest ogromnie cenne, bo mam mnóstwo obowiązków i nie mam czasu na całodobowe zabawy z kotem . Za to doceniam chwile wspólnej zabawy, obserwowania, co ciekawego robią. Zauważyłam, że nasze koty czasem wchodzą do domu, sprawdzą, co je interesują i po chwili wychodzą. Zastanawiam się, co je tak interesuje, bo przy takich kottrolach nawet nie patrzą na miseczki- tylko raczej, co się aktualnie dzieje, kto jest w domu, co ciekawego człowiek robi.
W moim życiu zawsze jakiś kot jest. I faktycznie, życia i domu bez kota sobie nie wyobrażam. Zazwyczaj jest to kot uratowany z kryzysu bezdomności.... moje koty, to często "znaleziska obokmarketowe"... Aktualnie mieszkają u mnie 3 kotbiety:
(Lambor)Dżini- przejechała pod maską samochodu do domu chłopaka pracjącego w delegacji, a ponieważ była malutka, a u chłopaka był duży pies, który wcześniej nie znał kotów... no cóż- trafiła do nas.

Te oto kocillle, dyskutujące nad aranżacją sceny lalkowej to Apcia (taki kot czarno na białym)znalezisko przymarketowe i Dejzi. Tak zupełnie serio, to Apcia sporo czasu poświecą młodej kici na nauczenie kocich zasad życia. Uwielbiają spędzać czas razem aktywnie.

Bez względu na to, czy ktoś woli psa, kota, kanarka, papużkę, żółwia, rybki... spieszmy się ich kochać. Ich życie jest o wiele krótsze, niż nasze. Niestety, zwierzęta potrafią bardzo dobrze przed nami ukrywać, że coś im dolega. Nim my jako ludzie wychwycimy, że coś jest nie tak- zazwyczaj jest już za późno na ratunek. Cieszmy się każdą spędzoną wspólnie chwilą- kochajmy, dbajmy i zachowajmy je w naszym sercu. Miejmy nadzieję, że tam, po drugiej stronie życia one będą na nas czekać. I jeszcze jedna niewygodna dla nas prawda: gdy odejdzie jedno z naszych ukochanych zwierząt... po żałobie dajmy dom następnemu! Skala bezdomności jest przeogromna. Wiem, że całego świata nie uda się zmienić- ale dla jednej z tych istot możemy odmienić cały świat... A tkwienie latami w żałobie zamyka drogę innym zwierzętom do realnej pomocy. (I nie, to nie jest bezduszność , tylko świadomość tego, ile człowiek może zrobić dobra w swoim życiu, gdy tylko chce.)
No, wiem, wiem... w bajce Tarzan i Sabor byli wrogami... ale mój blog to inna bajka... Tu mogą być przyjaciółmi i się z tego cieszyć- a nawet wspólnie chodzić popatrzeć na rybki....
licznik 609 848
psyyyt... zauważyłam jakiś zwiększony ruch na blogu, czyżby jednak ludzie tu jeszcze zaglądali?