Obserwatorzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jose Armando. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jose Armando. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 28 sierpnia 2012

suknia ślubna w 2 odsłonach

Na początek zaglądnij tu http://dollsecondhand.wordpress.com/2012/08/19/polska-moda-lalkowa-kilkanascie-lat-wstecz/ . Na pierwszej fotografii znajduje się sukienka, która dzięki uprzejmości właścicielki bloga trafiła do mnie. Aniu dziękuję Ci bardzo!
Suknia ślubna, o nieco drapieżnym charakterze idealnie pasuje do ostrej babeczki. Znalazłam takową babeczkę.

W sukni dokonałam kilku drobnych zmian. Na przykład odprułam złotą wstążkę. (Producenci ubrań dla lalek chyba nigdy się tymi strojami nie bawią. Co za durny pomysł obszywać sukienkę wstążką do pakowania prezentów?!) A skoro już i tak odprułam kawałek falbanki, to  poszłam na całość, odprułam do końca, pocięłam, pomarszczyłam,   podoszywałam to i owo.  Dorzuciłam też haleczkę, coby zgorszenia nie było.

 co za pech, że nie mam białych butów ślubnych na Barbie
 Jose Armando jako mój jedyny chłop w graniaku "robi za tło" dla Panny Młodej

Przemyślenia filozoficzne i inne takie: przyznaję, że ten typ lalek nie podoba mi się. Ostry makijaż  i na dodatek we wściekłych kolorach. Biedna lalka, taka ładna na buzi i tak się musi męczyć z tym tynkiem na twarzy! Szczerze mówiąc, długi czas miałam ochotę się jej pozbyć. Dopiero niedawno zmieniłam zdanie. Mam jeszcze drugi taki sam łeb bez kolczyków, doczepiony do dużo nowszego ciała.
Ta, tak, wiem, że to kultowa lalka i wypada mieć ją w zbiorach.
Aktualnie lalka powędrowała w widoczne miejsce, aczkolwiek suknia wymaga paru uzupełnień  i jeśli lalka w niej zostanie, to z pewnością w welonie z woalką, coby zatuszować ten okropny makijaż.

poniedziałek, 30 lipca 2012

Przyczyna wszelkiego... lalkowania

Moja kuzynka miała babcię w USA, miała też lalki Barbie- duuużo lalek Barbie- np. wszystkie z kolekcji westernowej, brzoskwiniową i parę innych- jednak były one raczej eksponatami niż zabawkami, siedziały na półce i pozwalały się podziwiać. A ona nie pozwalała ich ruszać. Tak narodziło się marzenie o posiadaniu własnej lalki barbie i dojrzewało we mnie rok. Wiadomo jakie czasy były i barbiów nawet w Pewexach nie było. Przez kolejny rok zbierałam na nią pieniądze. Znajoma mojej mamy, pracownica Rewexu, przywiozła mi ją pewnego dnia. Oczywiście wybór był przypadkowy, no bo co mogło zależeć osobie dorosłej na tym, jak lalka wygląda?
A wyglądała bardzo inaczej niż lalki kuzynki- żadnych niebieskości i różu też mało- za to była fioletowa! Fioletowy makijaż, szczoteczka i buty, suknia z dodatkiem fioletu- od zawsze bardzo mi się podobała! Chwila gdy ją dostała  jest moim najmilszym wspomnieniem. Oczywiście popełniłam na niej wszelkie zbrodnie przeciw lalkom- tak rozebrałam jej sukienkę, a nawet fioletowe gatki, tak rozburzyłam fryzurę i czesałam jej włosy 100 milionów razy, uszyłam dla niej sukienki i buty, zgubiłam pudełko... a w czasie gdy byłam na studiach ktoś ja uszkodził- i przykleiłam jej głowę do szyi super glue (żeby ją ratować).
Lalka ma dla mnie ogromną wartość sentymentalną, przez ponad 20 lat była moją jedyną barbie. Dzięki niej przestałam obgryzać paznokcie- bo albo dla niej szyłam, albo czesałam jej włosy.
Stan obecny: zgubione buty i zmieniona fryzura- sukienkę i gatki dla niej mam, a nawet mam szczoteczkę. Tak na marginesie chciałam dodać, że W latach 90 produkowano lalki lepszej jakości: włosy, mimo wielokrotnego czesania, świetnie się trzymają makijaż też. Tylko sukienka nieco wyblakła.
Dowód osobisty czyli sygnatury: głowa Mattel Inc 1976, plecy Mattel Inc 1966, China. Lalka została zidentyfikowana przez Rudego Królika. To  Barbie Fashion Play z 1990 roku. I link do takiej samej lalkihttp://www.ebay.com/itm/2471-NRFB-Mattel-Foreign-Issue-Fashion-Play-Barbie-Fashion-Doll-/150756381080?pt=LH_DefaultDomain_0&hash=item2319c7d198.
Fotki: 
 Jose Armando jak zwykle czyni honory domu:





Podsumowanie: nigdy nie umiałam postawić zabawki na półce tylko po to, żeby stała. Zawsze musiałam się jakoś nią bawić. Lalka jest wybawiona, podniszczona- to fakt- ale wiąże się z nią ogromna ilość, samych miłych dla mnie wspomnień. W dzisiejszych czasach 10- i nastolatki wstydzą się zabawy lalkami. Ja na swoją lakę czekałam 2 lata, a potem umiałam ją docenić. Obecnie producenci zabawek tworzą często tandetę- ale dzieci nie potrafią też docenić zabawek- bo mają ich nadmiar.
Tu jest Chryśka z tego samego rocznika: http://dollsecondhand.wordpress.com/2012/07/22/murzynka-fashion-play/

czwartek, 26 lipca 2012

"...całuję Twoją dłoń, Madame..."

 Całowanie w dłoń... taaaaaaaaa... są zwolenniczki/ zwolennicy i przeciwniczki/przeciwnicy... Bez wątpienia jest to zachowanie onieśmielające współczesne kobiety, aczkolwiek, jest to dla mnie bardzo miły zwyczaj. Wydawać by się mogło, że pocałować w rękę, to nie sztuka- bierzesz "grabe" i cmok- i po sprawie... a jednak... Pocałunek w rękę jest oznaką szacunku... kobieta nigdy nie powinna sama podnosić reki do ust mężczyzny, a mężczyzna do pocałunku powinien się lekko skłonić. Mieczysław Fog śpiewał piosenkę, której tytuł zamieściłam w nagłówku posta, jednak ja wolę ją w wykonaniu Piotra Fronczewskiego: http://www.youtube.com/watch?v=hnwiGmdv5YY .
Z racji posiadania laki o artykułowanych nadgarstkach zamieszczam ten wpis- ponieważ aktualnie w związku z nią, żaden inny pomysł nie przychodzi mi do głowy. Instruktaż całowania zaprezentuje   Jose Armando- bo to najbardziej elegancki mężczyzna w moich zbiorach.



Parę słów o lace:
dzieki Staremu Zgredowi i Kate wiem już, że to S.I.S. Kara "nieco nadgryziona zębem czasu" i aktywną działalnością "małej niszczycielki" między innymi ma wyrwany jeden kolczyk, skrócone włosy i urwany kawałek stopy. Kupiona z kilkoma innymi dzierlatkami, przybyła bez ubrania- bardzo fajnie, bardzo świetnie =) Bo jak zwykle podejrzewam, że były rózowe... (no i oczywiście trochę różowego było- ale mało!) But zamaskuje ubytek w stopie, suknia podkreśli jej urodę. Na szczęście "fryzjerka" nie oszpeciła jej za bardzo.

Oznaczenia głowa: TM/C (w kółeczku) 2001, plecy 2469HF, 1999 Mattel,  Inc China. Jak to z lalkami z Chin bywa "wyłażą niedoróbki"   na przykład odbarwienia gumy na czole i na nogach. Szkoda, że jest zrobiona z masy plastycznej i pusta w środku. Na plus dla lalki:  czarująca twarz, okrąglutka, jak księżyc w pełni i zgrabne nogi wykonane z tworzywa oraz zgrabna, kobieca sylwetka- pełne biodra. To nie jest jakiś okropny anorektyczny szkieletor, tylko kobieta, którą kolega mojego dziadka określa: "Baba jak piec! Pieeeeeeeeeeeeekno!" Obok noska ma mała kropkę wyglądającą jak pieprzyk- nie będę jej usuwać - bo pasuje do lalki.
Tu widać kolanko i niestety "koślawe kostki"

środa, 18 lipca 2012

Latino lovers vs początkująca blogowiczka

Latino lovers...
Najpierw oczywiście napiszę o  mężczyznach z moich lalkowych zbiorów, nazywanych przez moją koleżankę "Latino lovers". Dlaczego? Odpowiedź w fotce.


Jose Armando dla przyjaciół Arm (pieszczotliwie Armi ale tylko 2 kobiety mają odwagę tak do niego mówić- ja- no w końcu jest mój! i... pewne urocza lalka . Tak całkiem poważnie nie ma w sobie ani jednego mililitra latynoskiej krwi... (bo on jest lalkiem- i żadnej krwi nie posiada!) Kupiłam   go w zaprzyjaźnionym zabawkowym sklepie. Ubiór podkreśla jego osobowość. To gentleman w każdym calu: grzeczny, uprzejmy, sympatyczny wobec całego stadka hożych dziewuch, które posiadam. Poważny,   rozważny, zamyślony...      jakby skrywał w sobie jakąś tajemnicę... (W każdym razie znalazła się taka, która zdobyła jego serce... opowiem o niej w najbliższym czasie).
 Foto z udziałam Arm'iego




Kolejny Latino lower to Jose Josepfho dla przyjaciół Jo (czytaj "dżo"); czarujący chłopak o sympatycznym uśmiechu. Lubi dziewczyny i spędza w ich towarzystwie cały wolny czas. Jeśli powiem, że interesuje się literaturą i teatrem, to... nikt mi nie uwierzy! Ok! on w wolnym czasie  interesuje się wyłącznie dziewczynami i jeśli którąś zaprasza do domu, skrupulatnie wcześniej chowa na dno swojej szafy dyplom ukończenia Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz akt nadania tytułu profesora zwyczajnego za wybitne osiągnięcia w dziedzinie matematyki stosowanej. (O matematyce stosowanej wie bardzo dużo... zwłaszcza o rozmnażaniu (się) =>   ) Wstydliwy sekret Jo jest następujący: trafił do mnie nie ze sklepowej półki, a w pudle z bandą dziewuch, zatem jego pochodzenie jest absolutnie tajemnicze i... ta podejrzana podwójna osobowość! zamiast ślęczeć w bibliotece nad książkami non stop siedzi z dziewczynami.
Foto z udziałem Jo



Trzecim Latino lover jest Jose Rodolfo, dla przyjaciół Ro/Rod.  Ro to Ro. Przygarnęłam go od jakiegoś małego potwora, który urwał mu rękę! Od 3 lat ma ją na takiej elastycznej opasce, żeby mu nie się nie zgubiła. Ro jest przyczyną mojej niechęci do wszelkiego typu lalek "aż za bardzo artykułowanych"! Jak się toto zepsuje to porażka na całej linii- nowe ciało jest drogie i nie zawsze pasuje kolorystycznie!
Foto z udziałem Ro



...vs początkująca blogowiczka
Druga część mojego posta dotyczy dylematów nowicjusza blogowego. Czuję się jak szekspirowski Hamlet targany sprzecznymi emocjami! O których lalkach napisać?! Co napisać? Jakie foto? Czy nie za mało? Czy nie za dużo? Czy nie za często? I tak dalej i w ten deseń i "etcetera" .... Nie wiem jak Wy sobie radziłyście/ radziliście z początkami blogowania? Mnie to frapuje jak małego psa pchły!