Dziś powracam do tematu babć i dziadków Mattela.
W przeciwieństwie do reala, gdzie starość jest okrutna, często naznaczona bólem i samotnością, mattelowska starość jest cukierkowa.
Wystarczy przyjrzeć się tylko tym oto "dziarskim staruszkom":
na pierwszy rzut oka widać, że ich ciało jest jędrne i gibkie- jedna z babć zachowała nawet bardzo kuszące wcięcie w talii, a obie maja wyjątkowo jędrny biuścik ku uciesze obu dziadków.
Niezwykle ciekawe są twarze obu babć:
na przykład, skóra na twarzy jest pięknie napięta, idealnie nawilżona i tylko symbolicznie dotknięta śladem zmarszczek, ba! nawet "kurze łapki" są cukierkowo- seksowne. Stroje są "babciowate"- ale bez przesady- wysmakowane i eleganckie. Ogólnie babcie przypominają bardziej angielską królową, niż nasze babcie w chustkach na głowie i nieśmiertelnych podomkach. Tu się przy okazji przyznam, że uwielbiam się przyglądać starszym paniom, które są równie jak królowa Elżbieta, starannie i gustownie ubrane.
Dziadkowie w niczym nie ustępują swoim partnerkom.
Nie mają problemów z prostatą, zaćmą, jaskrą ani innymi chorobami seniorów. Wręcz przeciwnie: to dziarscy staruszkowie, którzy przeżywają trzecią młodość. Można by rzec, że gdyby nie fakt posiadania wyjątkowo seksownych żonek, pewnie niezwykle chętnie oddawaliby się rozkoszom życia z niebabciowymi Barbimi. Zmarszczki i lekka siwizna dodają im tylko uroku.
i jeszcze parę fot:
Wielokrotnie zastanawiałam się nad tym, w jakim wieku według Mattela jest Barbie- nie chodzi mi o to, od ilu lat ją produkują, ale o to ile ona ma lat w tej swojej zmyślonej biografii. Jak dla mnie mieści się w przedziale od 20 do 39 - zależnie od tego z jakich roczników pochodzi. Te najnowsze wydaja mi się co raz młodsze- ale najpiękniejsze wydają mi się te z lat 80 i 90- aczkolwiek sprawiają wrażenie pań po trzydziestce.
Zastanawiam się też, w jakim przedziale wiekowym mieszczą się mattelowscy seniorzy.
W każdym razie marzy mi się taka cukierkowa starość, a Wam? No i marzą mi się jeszcze 3 pary dziadków w wersji AA: Słoneczni, Sercowi i Szczęśliwi! Ehhhhhhhhhhh! to by dopiero było- jakbym ich kiedyś mogła mieś!
licznik61457
sobota, 23 sierpnia 2014
poniedziałek, 11 sierpnia 2014
Kopalnia wiedzy o lalkowych maluszkach
Dziś przy okazji składania blogowo urodziniowych żuczeń Szarej Sowie i Maggie- którym z całego serca życzę samych usmiechów losu i Lalkowej Opatrzności natrafiłam na blog o lalkowych maluszkach.
Pani, która go prowadzi to prawdziwa miłośniczka i pasjonatka. Wiekszość z nasz lalkowe maluszki traktuje jako "dopust boży i zbędny balast" a Ona obdarza je prawdziwą miłością. Zagląddnijcie, poczytajcie i wesprzyjcie dobrym słowem- bo z cała pewnością na to zasługuje!!!
http://magiczne11cm.blogspot.com
O to moi mali- tak dla przypomnienia:
Pani, która go prowadzi to prawdziwa miłośniczka i pasjonatka. Wiekszość z nasz lalkowe maluszki traktuje jako "dopust boży i zbędny balast" a Ona obdarza je prawdziwą miłością. Zagląddnijcie, poczytajcie i wesprzyjcie dobrym słowem- bo z cała pewnością na to zasługuje!!!
http://magiczne11cm.blogspot.com
O to moi mali- tak dla przypomnienia:
wtorek, 5 sierpnia 2014
Nivellen
Pięknych (lalek) mam aż za dużo- za to od dawna marzyłam o Bestii. W sumie, zapatrzona i zaczytana w opowiadaniu Sapkowskiego "Ziarno prawdy" od dawna marzyłam sobie o tym, że kiedyś tam natrafię na wystarczająco zdezelowanego Kena, który na długi czas przywdzieje kostium bestii i stanie się Nivellenem. Trzeba przyznać, że zarówno kostium jak i lalek(odrobinkę zdezelowany), dotarli do mnie w tym roku i ucieszyli mnie niezmiernie. Kostium podesłała pani Gabrysia, a Pana Kingleta, który utracił część nosa w potyczce z gryzoniami przysłała mi Kasia- Zbieraczka Dziwaczka.
Zakompleksiony dotąd, z powodu swego zdezelowania, Pan Kinglet bez szemrania zgodził się przemienić w Bestię, zwaną Nivellenem. Nie spodziewał się, że jego zwierzęcy magnetyzm przyciągnie natychmiast całą masę lalkowych piękności.
Sam się zastawiał, co one w nim takiego widzą, bo przecież żadna z nich dotąd nawet by na niego nie popatrzyła. Fakt, że ma nienaganne maniery, fakt, że każdą z nich traktuje z kurtuazją godną królowej i fakt, że w ars amandi pod względem fizycznym i psychicznym nie dorównuje mu żaden z Kenów- no ale... on przecież zawsze taki był! A kobiety jakoś nie były nim zachwycone.
A teraz? Przyjrzał się sobie w lustrze i co?
Niesamowicie bujna czupryna- no w porównaniu z tym co miał dawniej- to faktycznie - imponująca! Smagła cera- a dotąd był blady... Znikła też bezpowrotnie anemiczna budowa, a zastąpiły ją potężne bary, uda i łydki... Usta- no ok, nie wydają się zbytnio stworzone do całowania... (ale ponoć język ma wyjątkowo sprytny).
Z zasłyszanych przypadkiem rozmów lalek (tych, które można publicznie ujawnić), które miały do czynienia z Nivellenem można dowiedzieć się, że:
*czuły się przy nim wyjątkowo swobodnie,
*dotyk jego aksamitnych łap na zawsze zostanie im w pamięci,
*każda z lubością mogła godzinami głaskać jego ogon i rogi,
*twierdziły, że wyczarowuje wyjątkowo smaczne potrawy, ponoć niemal całkowicie pozbawione kalorii,
*z rumieńcem zawstydzenia i uśmiechem totalnego zadowolenia przyznawały, że w ars amandi żaden Ken mu nie dorówna...
*każda wspominała też o pewnej dozie melancholii, widocznej w jego oczach i gestach, która powodowała, że po jakimś czasie związek się rozpadał.
Tak było do czasu spotkania z Pulcherią. (Nie wiem skąd pojawiająca się w bajce Disney'a dziewczyna nosi imię Bella, a ja pamiętam z dzieciństwa, że partnerką Bestii była Pulcheria.) Nie czuła się nikim wyjątkowym- była wszak zwykłą Fashon Play z lat 90, z prostymi rączkami i to wyprodukowaną na "gorszy", bo europejski rynek. Na dwór Nivellena przybyła "goła i wesoła". Bestia natychmiast rozpoczął starania o godny strój dla kolejnej z mieszkanek jego dworu. Jego bystre oczy wypatrzyły odpowiednią kreację na blogu Ashoki. Dzięki wstawiennictwu Szarej Sowy i wielkiej życzliwości Ashoki suknia wkrótce dotarła i stanowi tak idealną jej ozdobę, że Pulcheria zdejmuje ją tylko w wyjątkowych okolicznościach (których nie możemy tu ujawnić, ponieważ blog czytają również dzieci- ale zawsze można próbować się domyślić =))
Pulcheria okazała się wyjątkowo niewymagającą, acz niezwykle wdzięczną towarzyszką dla Nivellena. Zadowala się jednym strojem, nie potrzebuje biżuterii, spędza z nim mnóstwo czasu i z miłością wpatruje się w jego oczy, które teraz lśnią magicznym blaskiem, bo zniknęła z nich dawna melancholia.
Na koniec pozostaje mi tylko podziękować Wam, drogie Panie:
Zbieraczko- za Kingleta, który ochoczo został Bestią,
Gabrysiu- za strój dla Nivellena,
Szara Sowo- za dobre słowo i pomoc w kontakcie z Ashoką,
Lonely - za lalkę, która stała się Pulcherią,
Ashoko- za suknię dla Pulcherii
oraz Wam drodzy Czytelnicy za przeczytanie tej opowieści =)
licznik 60694
Zakompleksiony dotąd, z powodu swego zdezelowania, Pan Kinglet bez szemrania zgodził się przemienić w Bestię, zwaną Nivellenem. Nie spodziewał się, że jego zwierzęcy magnetyzm przyciągnie natychmiast całą masę lalkowych piękności.
Sam się zastawiał, co one w nim takiego widzą, bo przecież żadna z nich dotąd nawet by na niego nie popatrzyła. Fakt, że ma nienaganne maniery, fakt, że każdą z nich traktuje z kurtuazją godną królowej i fakt, że w ars amandi pod względem fizycznym i psychicznym nie dorównuje mu żaden z Kenów- no ale... on przecież zawsze taki był! A kobiety jakoś nie były nim zachwycone.
A teraz? Przyjrzał się sobie w lustrze i co?
Niesamowicie bujna czupryna- no w porównaniu z tym co miał dawniej- to faktycznie - imponująca! Smagła cera- a dotąd był blady... Znikła też bezpowrotnie anemiczna budowa, a zastąpiły ją potężne bary, uda i łydki... Usta- no ok, nie wydają się zbytnio stworzone do całowania... (ale ponoć język ma wyjątkowo sprytny).
Z zasłyszanych przypadkiem rozmów lalek (tych, które można publicznie ujawnić), które miały do czynienia z Nivellenem można dowiedzieć się, że:
*czuły się przy nim wyjątkowo swobodnie,
*dotyk jego aksamitnych łap na zawsze zostanie im w pamięci,
*każda z lubością mogła godzinami głaskać jego ogon i rogi,
*twierdziły, że wyczarowuje wyjątkowo smaczne potrawy, ponoć niemal całkowicie pozbawione kalorii,
*z rumieńcem zawstydzenia i uśmiechem totalnego zadowolenia przyznawały, że w ars amandi żaden Ken mu nie dorówna...
*każda wspominała też o pewnej dozie melancholii, widocznej w jego oczach i gestach, która powodowała, że po jakimś czasie związek się rozpadał.
Tak było do czasu spotkania z Pulcherią. (Nie wiem skąd pojawiająca się w bajce Disney'a dziewczyna nosi imię Bella, a ja pamiętam z dzieciństwa, że partnerką Bestii była Pulcheria.) Nie czuła się nikim wyjątkowym- była wszak zwykłą Fashon Play z lat 90, z prostymi rączkami i to wyprodukowaną na "gorszy", bo europejski rynek. Na dwór Nivellena przybyła "goła i wesoła". Bestia natychmiast rozpoczął starania o godny strój dla kolejnej z mieszkanek jego dworu. Jego bystre oczy wypatrzyły odpowiednią kreację na blogu Ashoki. Dzięki wstawiennictwu Szarej Sowy i wielkiej życzliwości Ashoki suknia wkrótce dotarła i stanowi tak idealną jej ozdobę, że Pulcheria zdejmuje ją tylko w wyjątkowych okolicznościach (których nie możemy tu ujawnić, ponieważ blog czytają również dzieci- ale zawsze można próbować się domyślić =))
Pulcheria okazała się wyjątkowo niewymagającą, acz niezwykle wdzięczną towarzyszką dla Nivellena. Zadowala się jednym strojem, nie potrzebuje biżuterii, spędza z nim mnóstwo czasu i z miłością wpatruje się w jego oczy, które teraz lśnią magicznym blaskiem, bo zniknęła z nich dawna melancholia.
Na koniec pozostaje mi tylko podziękować Wam, drogie Panie:
Zbieraczko- za Kingleta, który ochoczo został Bestią,
Gabrysiu- za strój dla Nivellena,
Szara Sowo- za dobre słowo i pomoc w kontakcie z Ashoką,
Lonely - za lalkę, która stała się Pulcherią,
Ashoko- za suknię dla Pulcherii
oraz Wam drodzy Czytelnicy za przeczytanie tej opowieści =)
licznik 60694
poniedziałek, 28 lipca 2014
Różne gusty Pokahontasych
Pokahontasa tu http://allegro.pl/sliczna-lalka-barbie-nr6-i4464536451.html
nie moja! znalazłam- bo może ktoś szuka
Bajka znana, lalka znana, w zasadzie można by już tematu nie drążyć i o niej się nie rozpisywać, gdyby nie jeden istotny fakt, otóż po ponad 2 latach, niespodziewanie i za wyjątkowo rozsądną cenę natrafiłam na niejakiego Jaśka Kowala/Kowalskiego, czyli Johna Smitha - i to nie byle jakiego! Ale właśnie tego na którym mi tak niezmiernie zależało- czyli Jaśka Smitha Splaszczkowego!!! Tak się też składa, że mam Pokahontas Splaszczkową. Jasne, że jej stan jest daleki od ideału: ma przyklejoną na zawsze głowę, wypodgryzane nogi, przetarty makijaż i upierdzielone chamsko włosy. Na szczęście tym razem miszcz nożyczek okazał się w miarę litościwy, i pozostałe na lalce włosy są znośne, to nowych wszywać nie muszę.
Ciekawostką jest fakt, że splaszczkowa Pokahontas ma włosy o wiele lepszego gatunku niż ta niesplaszczkowa... choć trochę szkoda, że w wodzie nie zmieniają koloru, czego się spodziewałam i ogromnie się rozczarowałam.
Jeszcze kilka fot z Jaśkiem:
Splaszczkowa Pokahontas jest zdecydowanie piękniejsza od tej "zwykłej". Ma ciekawy makijaż (szczególnie urzeka niebieska kreska nad powieką i różowe usta) a oczy są równej wielkości.
Jasiek ma na klacie ciekawe ptaszysko, które pod wpływem temperatury zmienia kolor. Twarz Jaśka do złudzenia przypomina mi Kena Rockers.
Za to niesplaszczkowa, czyli ta "zwykła Pokahontas, poczuła eee... "mięte przez rumianek" do Kokouma i zostali "przypadkowo zauważeni" w sytuacji raczej nie budzącej wątpliwości...
Dziewczyna pomyślała, że nie ma to jak swój chłop, i co ma szukać szczęścia z dala od swego plemienia?! Wielkie brawa za rozsądek!
*mam oczywiście jeszcze kilka Pokahontasych, które muszę doprowadzić do porządku, odziać i coś z nimi twórczego zrobić- ale na razie weny nie mam, no to prezentuję tylko te 2. Za to obie szczęśliwe ze swoimi chłopami.
licznik 60235
nie moja! znalazłam- bo może ktoś szuka
Bajka znana, lalka znana, w zasadzie można by już tematu nie drążyć i o niej się nie rozpisywać, gdyby nie jeden istotny fakt, otóż po ponad 2 latach, niespodziewanie i za wyjątkowo rozsądną cenę natrafiłam na niejakiego Jaśka Kowala/Kowalskiego, czyli Johna Smitha - i to nie byle jakiego! Ale właśnie tego na którym mi tak niezmiernie zależało- czyli Jaśka Smitha Splaszczkowego!!! Tak się też składa, że mam Pokahontas Splaszczkową. Jasne, że jej stan jest daleki od ideału: ma przyklejoną na zawsze głowę, wypodgryzane nogi, przetarty makijaż i upierdzielone chamsko włosy. Na szczęście tym razem miszcz nożyczek okazał się w miarę litościwy, i pozostałe na lalce włosy są znośne, to nowych wszywać nie muszę.
Ciekawostką jest fakt, że splaszczkowa Pokahontas ma włosy o wiele lepszego gatunku niż ta niesplaszczkowa... choć trochę szkoda, że w wodzie nie zmieniają koloru, czego się spodziewałam i ogromnie się rozczarowałam.
Jeszcze kilka fot z Jaśkiem:
Splaszczkowa Pokahontas jest zdecydowanie piękniejsza od tej "zwykłej". Ma ciekawy makijaż (szczególnie urzeka niebieska kreska nad powieką i różowe usta) a oczy są równej wielkości.
Jasiek ma na klacie ciekawe ptaszysko, które pod wpływem temperatury zmienia kolor. Twarz Jaśka do złudzenia przypomina mi Kena Rockers.
Za to niesplaszczkowa, czyli ta "zwykła Pokahontas, poczuła eee... "mięte przez rumianek" do Kokouma i zostali "przypadkowo zauważeni" w sytuacji raczej nie budzącej wątpliwości...
Dziewczyna pomyślała, że nie ma to jak swój chłop, i co ma szukać szczęścia z dala od swego plemienia?! Wielkie brawa za rozsądek!
*mam oczywiście jeszcze kilka Pokahontasych, które muszę doprowadzić do porządku, odziać i coś z nimi twórczego zrobić- ale na razie weny nie mam, no to prezentuję tylko te 2. Za to obie szczęśliwe ze swoimi chłopami.
licznik 60235
sobota, 26 lipca 2014
Multiżonaty Talik a właściwie Kenik w miltiroomie
Większość reklam, które oglądam zwyczajnie mnie nudzi, a nawet zmusza do przełączenia telewizji na inny kanał, jednak są czasem takie, które mnie ciekawią i zapamiętuję na dłużej, choć oczywiście przeważnie zapominam jaka marka jest reklamowana i traktuję reklamę jako sztukę samą w sobie.
Tak się składa, że ostatnio, dzięki Pani Paulince przybył do mnie Ken odziany w piżamy. Pomyślałam, że przypomina bohatera jednej z reklam, multikrotnie żonatego Talika, który każdej z 6 żon kupuje telewizor tylko po to, żeby sam mógł spokojnie oglądać mecze i posypywać sobie głowę "czipsami". =)
Zaglądnijmy więc do alkowy szejka Kenika
Z Barbie z Piżamkowego Party przeważnie spędza noce na długich rozmowach- traktuje ją raczej jak zaufanego przyjaciela i powierza jej wszelkie sekrety. Ona oczywiście wszelkie rozmowy zachowuje dla siebie i nigdy nie zdradza sekretów szejka. Jednak daje się łatwo zauważyć, że po nocy spędzonej o Piżamkowej Barbie Kenik czuje się wyjątkowo wypoczęty i zrelaksowany. Pytania pozostałych żon, o to, co Piżamkowa z nim w nocy robi, zbywa tajemniczym uśmiechem.
Z kolei Piżamowa Teresa, która utraciła oryginalny strój i trafiła do Kenika zupełnie goła, bo jacyś młodociani bandyci, biorąc ją w jasyr odarli ją ze stroju i godności. Otrzymała od szejka strój podkreślający jej delikatną urodę. Teresa jest cicha i wrażliwa. Kenik zafundował jej studia z dziedziny historii sztuki. Okazało się to idealną terapią- obecnie Teresa jest kopalnią wiedzy o arcydziełach sztuki światowej na przestrzeni wieków i potrafi mu doradzić zakup dzieł sztuki, które będę doskonałą inwestycją.
Do kolejnej żony chadza wtedy, gdy zwyczajnie chce się wyspać. Z lubością przytula się do jej miękkiego, szamaciankowego ciała, odzianego w ciepłą koszulkę i natychmiast zasypia.
Dream Golwe mimo, że już pełnoletnia jakoś zawsze kojarzy mu się z szaloną nastolatką i jest traktowana bardziej jak córka niż żona.
I wisienka na trocie, faworyta szejka:
Wielokrotnie podpytywana przez żony szejka, czy nadal sypia z misiem, uporczywie twierdzi, że szejk Kenik jest jej jedynym "misiem" i z innymi misiami nie sypia.
w ramach podsumowania, warto tylko zacytować, choć nie aż tak dosłownie z reklamy:
"jeśli masz przynajmniej jedną żonę, to potrzebujesz miltiroomu"
chociaż dalibóg, nie wiem po co?! =)
*jasne, że mam więcej szamcianek i ogólnie piżamkowych, ale te zachowały się w najlepszym stanie technicznym i są reprezentantkami piżamkowej części moich chomiczości. Pozostałe to powtórki, które często wymagają sporo pracy, żeby zalśnić swoim blaskiem.
*mam ogromny sentyment do lalek w piżamach- dziwne, bo sama sypiam bardzo mało... zazwyczaj wystarcza mi 4 godziny na dobę, a obecnie sypiam po jednej!
niezmiernie rzadko udaje mi się powstrzymać przed zakupem kolejnej piżamowej, zwłaszcza szamacianki, zwłaszcza takiej w dobrym stanie. Uwielbiam ich zamglone znikające oczy i te ciałka takie dziewczęce, zdecydowanie mniej atrakcyjne niż te prawdziwe barbiowe, odlane z masy plastycznej
licznik 60101
Tak się składa, że ostatnio, dzięki Pani Paulince przybył do mnie Ken odziany w piżamy. Pomyślałam, że przypomina bohatera jednej z reklam, multikrotnie żonatego Talika, który każdej z 6 żon kupuje telewizor tylko po to, żeby sam mógł spokojnie oglądać mecze i posypywać sobie głowę "czipsami". =)
Zaglądnijmy więc do alkowy szejka Kenika
Z Barbie z Piżamkowego Party przeważnie spędza noce na długich rozmowach- traktuje ją raczej jak zaufanego przyjaciela i powierza jej wszelkie sekrety. Ona oczywiście wszelkie rozmowy zachowuje dla siebie i nigdy nie zdradza sekretów szejka. Jednak daje się łatwo zauważyć, że po nocy spędzonej o Piżamkowej Barbie Kenik czuje się wyjątkowo wypoczęty i zrelaksowany. Pytania pozostałych żon, o to, co Piżamkowa z nim w nocy robi, zbywa tajemniczym uśmiechem.
| Slumber Party Barbie |
Z kolei Piżamowa Teresa, która utraciła oryginalny strój i trafiła do Kenika zupełnie goła, bo jacyś młodociani bandyci, biorąc ją w jasyr odarli ją ze stroju i godności. Otrzymała od szejka strój podkreślający jej delikatną urodę. Teresa jest cicha i wrażliwa. Kenik zafundował jej studia z dziedziny historii sztuki. Okazało się to idealną terapią- obecnie Teresa jest kopalnią wiedzy o arcydziełach sztuki światowej na przestrzeni wieków i potrafi mu doradzić zakup dzieł sztuki, które będę doskonałą inwestycją.
| Slumber Party Teresa |
Do kolejnej żony chadza wtedy, gdy zwyczajnie chce się wyspać. Z lubością przytula się do jej miękkiego, szamaciankowego ciała, odzianego w ciepłą koszulkę i natychmiast zasypia.
| Bed Ttime Barbie |
Dream Golwe mimo, że już pełnoletnia jakoś zawsze kojarzy mu się z szaloną nastolatką i jest traktowana bardziej jak córka niż żona.
| Dream Golowe Barbie |
I wisienka na trocie, faworyta szejka:
| Dream Time Barbie |
Wielokrotnie podpytywana przez żony szejka, czy nadal sypia z misiem, uporczywie twierdzi, że szejk Kenik jest jej jedynym "misiem" i z innymi misiami nie sypia.
w ramach podsumowania, warto tylko zacytować, choć nie aż tak dosłownie z reklamy:
"jeśli masz przynajmniej jedną żonę, to potrzebujesz miltiroomu"
chociaż dalibóg, nie wiem po co?! =)
*jasne, że mam więcej szamcianek i ogólnie piżamkowych, ale te zachowały się w najlepszym stanie technicznym i są reprezentantkami piżamkowej części moich chomiczości. Pozostałe to powtórki, które często wymagają sporo pracy, żeby zalśnić swoim blaskiem.
*mam ogromny sentyment do lalek w piżamach- dziwne, bo sama sypiam bardzo mało... zazwyczaj wystarcza mi 4 godziny na dobę, a obecnie sypiam po jednej!
niezmiernie rzadko udaje mi się powstrzymać przed zakupem kolejnej piżamowej, zwłaszcza szamacianki, zwłaszcza takiej w dobrym stanie. Uwielbiam ich zamglone znikające oczy i te ciałka takie dziewczęce, zdecydowanie mniej atrakcyjne niż te prawdziwe barbiowe, odlane z masy plastycznej
licznik 60101
wtorek, 15 lipca 2014
Trojak lub Zagrodnik i trzeci rok blogowania niemal rozpoczety
Za 3 dni rozpocznie się trzeci rok mojego blogowania, zatem dzisiejszy wpis sponsoruje liczba trzy.
Czas leci nieubłaganie. Nie do wiary, że minęło już 2 lata. Dobrze pamiętam jeszcze czasy, gdy nie odróżniałam, nawet orientacyjnie, lalek z poszczególnych epok. Dużo się dzięki Wam nauczyłam, nawet nie wiecie ile! Ten rok upłynął pod znakiem jakości przy stanowczym ograniczeniu ilości. Aż dziwne, że udało mi się okiełznać chomiczą naturę i chciajstwo. Udało mi się natrafić na lalki, które od samego początku istnienia bloga znajdowały się w kręgu moich zainteresowań.
Tradycyjnie dziękuję rodzicom chrzestnym bloga: Królikowi R. i Dollbiemu.
Serdecznie dziękuję Ani- Lunarh, która jest dla mnie ostoją lalkowego rozsądku i nie pozwala na zakup badziewia.
Serdecznie dziękuję również pani Justynce za pomoc i niezmienną życzliwość.
Dziękuje również Szarej Sowie, Aidzie, Manhamanie, Ashoce, Ani z Dolsecondhans, Kate, Magalicie, Grażynce i Księżycowej Barbie.
Jestem również ogromnie wdzięczna pani Paulince i pani Gabrysi oraz pani Joli za okazaną mi życzliwość w czasie zakupów.
Dziękuję Zgredce za poczucie humoru!
Dziękuję obserwatorom i komentatorom bloga za to, że zaglądacie i zawsze zostawiacie ciepłe słowo.
Wiele z moich lalkowych marzeń spełniło się tylko dzięki Wam!
Czarna Kicia: Witam Państwa, dziś relacja na żywo z przygotowań do organizowanego przez TVKot turnieju tańca zwanego Trojakiem lub Zagrodnikiem. To niezwykle popularny śląski taniec, znany niemal wszystkim od przedszkola, bo tańczony tylko do 1 melodii, zaczynającej się od słów: "Zasiali górale owies..." Jedynym warunkiem udziału w konkursie jest to, żeby uczestnicy nigdy wcześniej nie mieli styczności z tym tańcem, a wykonali go na podstawie znalezionego we wszelkich dostępnych źródłach opisu lub pokazu. Zaglądniemy teraz do sali treningowej...
Pumcio: Hej koteczki, was jest dwie, a ja jeden, to idealna konfiguracja na zatańczenie Trojaka...
Pursi: Pffffffffff jasne! Czy ja wyglądam na Ślązaczkę?!
Miał-Lo: Ja też nie wyglądam!
Pumcio: No dobra, może i nie wyglądamy na rodowitych Ślązaków, ale ja to przynajmniej posturę mam jak chłop śląski: o! szeroki w barach, a w zadzie wąski!
Pursi: Pffffffffff no jakby to powiedzieć...
Miał-Lo: nie- lepiej nie mów!
Pursi: Pffffffffff chciałam powiedzieć, że masz bary, jak bociek pięty...
Pumcio: Szach- mat! dobiłaś mnie i jestem niezmotywowany! Zamknąłem się w sobie...
Pursi: Żartowałam! Przecież wiesz! Jesteś całkiem ładnie zbudowany, mrrrrrr...
Miał-Lo:dobra już! koniec tych żartów! uczmy się tego Trojaka- jest sporo do wygrania!
Pumcio: Taka postawa mi się podoba.
Pursi: opowiedz nam coś o tym tańcu...
Pumcio: o tańcu opowie moja kuzynka Sfinks
Sfinks: Witajcie! Moja korporacja przeprowadziła "risercz" na ten temat, oto wyniki:
Czas leci nieubłaganie. Nie do wiary, że minęło już 2 lata. Dobrze pamiętam jeszcze czasy, gdy nie odróżniałam, nawet orientacyjnie, lalek z poszczególnych epok. Dużo się dzięki Wam nauczyłam, nawet nie wiecie ile! Ten rok upłynął pod znakiem jakości przy stanowczym ograniczeniu ilości. Aż dziwne, że udało mi się okiełznać chomiczą naturę i chciajstwo. Udało mi się natrafić na lalki, które od samego początku istnienia bloga znajdowały się w kręgu moich zainteresowań.
Tradycyjnie dziękuję rodzicom chrzestnym bloga: Królikowi R. i Dollbiemu.
Serdecznie dziękuję Ani- Lunarh, która jest dla mnie ostoją lalkowego rozsądku i nie pozwala na zakup badziewia.
Serdecznie dziękuję również pani Justynce za pomoc i niezmienną życzliwość.
Dziękuje również Szarej Sowie, Aidzie, Manhamanie, Ashoce, Ani z Dolsecondhans, Kate, Magalicie, Grażynce i Księżycowej Barbie.
Jestem również ogromnie wdzięczna pani Paulince i pani Gabrysi oraz pani Joli za okazaną mi życzliwość w czasie zakupów.
Dziękuję Zgredce za poczucie humoru!
Dziękuję obserwatorom i komentatorom bloga za to, że zaglądacie i zawsze zostawiacie ciepłe słowo.
Wiele z moich lalkowych marzeń spełniło się tylko dzięki Wam!
Czarna Kicia: Witam Państwa, dziś relacja na żywo z przygotowań do organizowanego przez TVKot turnieju tańca zwanego Trojakiem lub Zagrodnikiem. To niezwykle popularny śląski taniec, znany niemal wszystkim od przedszkola, bo tańczony tylko do 1 melodii, zaczynającej się od słów: "Zasiali górale owies..." Jedynym warunkiem udziału w konkursie jest to, żeby uczestnicy nigdy wcześniej nie mieli styczności z tym tańcem, a wykonali go na podstawie znalezionego we wszelkich dostępnych źródłach opisu lub pokazu. Zaglądniemy teraz do sali treningowej...
Pumcio: Hej koteczki, was jest dwie, a ja jeden, to idealna konfiguracja na zatańczenie Trojaka...
Pursi: Pffffffffff jasne! Czy ja wyglądam na Ślązaczkę?!
Miał-Lo: Ja też nie wyglądam!
Pumcio: No dobra, może i nie wyglądamy na rodowitych Ślązaków, ale ja to przynajmniej posturę mam jak chłop śląski: o! szeroki w barach, a w zadzie wąski!
Pursi: Pffffffffff no jakby to powiedzieć...
Miał-Lo: nie- lepiej nie mów!
Pursi: Pffffffffff chciałam powiedzieć, że masz bary, jak bociek pięty...
Pumcio: Szach- mat! dobiłaś mnie i jestem niezmotywowany! Zamknąłem się w sobie...
Pursi: Żartowałam! Przecież wiesz! Jesteś całkiem ładnie zbudowany, mrrrrrr...
Miał-Lo:dobra już! koniec tych żartów! uczmy się tego Trojaka- jest sporo do wygrania!
Pumcio: Taka postawa mi się podoba.
Pursi: opowiedz nam coś o tym tańcu...
Pumcio: o tańcu opowie moja kuzynka Sfinks
Sfinks: Witajcie! Moja korporacja przeprowadziła "risercz" na ten temat, oto wyniki:
"Trojak to znany taniec śląski, rozpowszechniony na terenie całej Polski.Tańczony jest do tej samej melodii na całym Górnym Śląsku od Opolskiego aż po Beskidy. W Beskidzie Śląskim, w Cieszyńskim i w Raciborskim (pow. Krzanowice) taniec ten występuje pod nazwą„Zagrodnik”. Na całym Górnym Śląsku trojaka tańczy się trójkami(jeden tancerz, dwie tancerki), wszędzie też tak muzyka, jak i taniec składają
się z dwóch części: melodii I w metrum 3/4 i melodii II w metrum 2/4.Wolna, dostojna część pierwsza kontrastuje z żywą, pełną temperamentu drugą częścią." Informacje pochodzą z publikacji Anny Majer i Bożeny Kowalik zatytułowanej "Śląskie tańce w formie integracyjnej", Katowice 2006. Tu macie książkę. Kocia Korporacja stawia na kulturę- opłaciliśmy wam abonament na salę treningową, i znaleźliśmy akompaniatorkę. Przedstawiam Wam Tori.
Tori: Cześć, ooo jakie kocie grono! To wam mam akompaniować, tak?
Pumcio: Cześć- witamy cię serdecznie... tak, to my... ale wiesz, my nigdy nie tańczyliśmy Trojaka... My to tak raczej tańczyliśmy coś w klimatach filmu "Wytańczyć marzenia".
Tori: Świetnie! też lubię ten film! Ale z Trojakiem też damy radę. Melodia bardzo łatwa. Pokażę wam, popatrzcie. Tu trochę dodali z innego utworu, ale jak zatańczycie według opisu z tej publikacji od Sfinks, to będzie dobrze. Zerknijcie jeszcze tu - co prawda tańczą dzieci i deko brakuje im gracji dorosłych, no ale za to tańczą bardziej "w klimacie".
Miał-Lo: Piękne to! Ta wersja dzieci mi się bardziej podoba- u nich coś podpatrzymy z podstaw Trojaka, potem sami ułożymy własny układzik według podpowiedzi z książki.
Pursi: Masz rację! Tak zrobimy, prawda Pumciu?
Miał-Lo: Piękne to! Ta wersja dzieci mi się bardziej podoba- u nich coś podpatrzymy z podstaw Trojaka, potem sami ułożymy własny układzik według podpowiedzi z książki.
Pursi: Masz rację! Tak zrobimy, prawda Pumciu?
Pumcio: No to co? Ćwiczymy?
Pursi: No pewnie!
Miał- Lo: Jasne!
Pumcio: w takim razie : Muzyka! Trojaka grać!
czwartek, 10 lipca 2014
Twardzi jak kamień, a jednak coś się w nich tli
Pora powrócić do tematu Monster, otóż, przez ten czas, gdy o nich nie pisałam przybyło ich kilkoro.
Wśród nich oczywiście tych dwoje. Nawet nie wiem kiedy tak sobie do gustu przypadli.
Niby tacy z kamienia, a płynie w nich gorąca krew.* Dziękuję Ani Lunarh, która zawsze jest dla mnie ostoją lalkowego rozsądku i to dzięki niej mam zadbaną Raszelicę za rozsądną cenę- zamiast rozklekotanego rupiecia za bezbożną cenę. Aniu- Dzięki!
licznik59313
Subskrybuj:
Posty (Atom)